Biofeedback, czyli rzecz o ... myszach i labiryntach.
Biofeedback (biologiczne sprzężenie zwrotne) jest nowoczesną metodą wykorzystującą komputer i instrumenty elektronicznego pomiaru parametrów fizjologicznych po to, by trenujący mógł się nauczyć świadomie kontrolować mierzoną aktywność (proces fizjologiczny). Natomiast neurofeedback (EEG Biofeedback, neuroterapia) wykorzystuje informację zwrotną z EEG (czynności bioelektrycznej mózgu) oraz mechanizm warunkowania sprawczego (uczenia się) w celu znormalizowania i (lub) optymalizacji procesów poznawczych i funkcjonowania emocjonalnego.
W powszechnej opinii biofeedback jest cudownym wynalazkiem XX wieku, panaceum na wszystko bądź pozbawionym skuteczności oszustwem. Skąd ta rozbieżność opinii?
Jest to nowa, rozwijająca się dynamicznie dziedzina nauki, a jej skuteczność nie jest kwestią wiary, ale wynika z badań naukowych prowadzonych w wielu krajach (także poza USA, gdzie została odkryta i po raz pierwszy zastosowana). Niestety niewiele doniesień, z badań naukowych prowadzonych w tej dziedzinie poza granicami naszego kraju, zostało wydrukowanych w polskich periodykach, a jeszcze mniej przetłumaczonych na język polski. Dlatego nawet w środowisku psychologów, pedagogów, czy lekarzy biofeedback jest metodą nieznaną lub niewłaściwie rozumianą. Najczęstszym błędem jest traktowanie jej jako zabiegu lub badania. Natomiast podstawowym mechanizmem wykorzystywanym w tej terapii jest uczenie się (a dokładniej warunkowanie sprawcze) i jak każde uczenie się, tym bardziej uczenie się behawioralne, wymaga czasu, systematyczności i wielu powtórzeń. Dlatego też drugim absolutnym mitem jest stwierdzenie, że wystarczy kilka treningów. Bardzo często minimalną „dawką” jest trzydzieści treningów.
Wyobraźmy sobie bowiem myszkę, którą uczymy odszukiwania sera w skomplikowanym labiryncie – jak długo będziemy ją uczyć, aby nie błądziła i zapamiętała drogę? Uda nam się skrócić ten proces jeżeli nauczymy „myszkę” rozumieć, co znaczą słowa: skoncentruj się, zapamiętuj – czyli dodamy element samoświadomości w uczeniu się. Jeżeli dodatkowo „myszka” ma dużą plastyczność mózgu (zdolność do tworzenia nowych połączeń nauronalnych), wysokie IQ oraz odpowiednią motywację, czas uczenia jej będzie jeszcze krótszy. Nie oznacza to oczywiście, że biofeedback jest dla „genialnych myszek”, wręcz przeciwnie, jednak widzimy teraz ile przeszkód musi ona pokonać jeżeli tych atrybutów nie posiada i co może jej pomóc w treningu.
Trenowana przez nas „myszka” nie jest na szczęście osamotniona: ma do pomocy komputer, który będzie jej podpowiadał czy idzie w dobrą, czy w złą stronę. Ważne jest, aby komputer był jak najlepszy, dostarczał właściwych informacje we właściwy i urozmaicony sposób (aby podtrzymać motywację). Za efekty uczenia się odpowiedzialny jest także trener „myszki”, który jak w sporcie: może być lepszy lub gorszy.
Na skuteczność terapii biofeedback może więc wpływać przynajmniej kilka czynników, które mogą ją przyspieszać lub obniżać jej skuteczność. Są to czynniki
- wynikające z możliwości trenującego (motywacja, iloraz inteligencji, plastyczność układu nerwowego)
- oraz rodzaju, głębokości i powagi jego problemu,
- wynikające z jakości i możliwości sprzętu, na którym pacjent trenuje,
- wynikające z wiedzy, doświadczenia i kompetencji neuroterapeuty.
- w przypadku dzieci, czynniki wynikające z ich sytuacji rodzinnej.
Pamiętajmy więc, że biofeedback, to proces uczenia się w triadzie: uczeń – komputer – trener. Nie jest ona panaceum na wszystko, ani też nie jest oszustwem pozbawionym skuteczności. Dla chorych biofeedback jest szansą o udowodnionej badaniami naukowymi wysokiej skuteczności, dla zdrowych: sposobem na doskonalenie i zwiększanie swoich możliwości.
W powszechnej opinii biofeedback jest cudownym wynalazkiem XX wieku, panaceum na wszystko bądź pozbawionym skuteczności oszustwem. Skąd ta rozbieżność opinii?
Jest to nowa, rozwijająca się dynamicznie dziedzina nauki, a jej skuteczność nie jest kwestią wiary, ale wynika z badań naukowych prowadzonych w wielu krajach (także poza USA, gdzie została odkryta i po raz pierwszy zastosowana). Niestety niewiele doniesień, z badań naukowych prowadzonych w tej dziedzinie poza granicami naszego kraju, zostało wydrukowanych w polskich periodykach, a jeszcze mniej przetłumaczonych na język polski. Dlatego nawet w środowisku psychologów, pedagogów, czy lekarzy biofeedback jest metodą nieznaną lub niewłaściwie rozumianą. Najczęstszym błędem jest traktowanie jej jako zabiegu lub badania. Natomiast podstawowym mechanizmem wykorzystywanym w tej terapii jest uczenie się (a dokładniej warunkowanie sprawcze) i jak każde uczenie się, tym bardziej uczenie się behawioralne, wymaga czasu, systematyczności i wielu powtórzeń. Dlatego też drugim absolutnym mitem jest stwierdzenie, że wystarczy kilka treningów. Bardzo często minimalną „dawką” jest trzydzieści treningów.
Wyobraźmy sobie bowiem myszkę, którą uczymy odszukiwania sera w skomplikowanym labiryncie – jak długo będziemy ją uczyć, aby nie błądziła i zapamiętała drogę? Uda nam się skrócić ten proces jeżeli nauczymy „myszkę” rozumieć, co znaczą słowa: skoncentruj się, zapamiętuj – czyli dodamy element samoświadomości w uczeniu się. Jeżeli dodatkowo „myszka” ma dużą plastyczność mózgu (zdolność do tworzenia nowych połączeń nauronalnych), wysokie IQ oraz odpowiednią motywację, czas uczenia jej będzie jeszcze krótszy. Nie oznacza to oczywiście, że biofeedback jest dla „genialnych myszek”, wręcz przeciwnie, jednak widzimy teraz ile przeszkód musi ona pokonać jeżeli tych atrybutów nie posiada i co może jej pomóc w treningu.
Trenowana przez nas „myszka” nie jest na szczęście osamotniona: ma do pomocy komputer, który będzie jej podpowiadał czy idzie w dobrą, czy w złą stronę. Ważne jest, aby komputer był jak najlepszy, dostarczał właściwych informacje we właściwy i urozmaicony sposób (aby podtrzymać motywację). Za efekty uczenia się odpowiedzialny jest także trener „myszki”, który jak w sporcie: może być lepszy lub gorszy.
Na skuteczność terapii biofeedback może więc wpływać przynajmniej kilka czynników, które mogą ją przyspieszać lub obniżać jej skuteczność. Są to czynniki
- wynikające z możliwości trenującego (motywacja, iloraz inteligencji, plastyczność układu nerwowego)
- oraz rodzaju, głębokości i powagi jego problemu,
- wynikające z jakości i możliwości sprzętu, na którym pacjent trenuje,
- wynikające z wiedzy, doświadczenia i kompetencji neuroterapeuty.
- w przypadku dzieci, czynniki wynikające z ich sytuacji rodzinnej.
Pamiętajmy więc, że biofeedback, to proces uczenia się w triadzie: uczeń – komputer – trener. Nie jest ona panaceum na wszystko, ani też nie jest oszustwem pozbawionym skuteczności. Dla chorych biofeedback jest szansą o udowodnionej badaniami naukowymi wysokiej skuteczności, dla zdrowych: sposobem na doskonalenie i zwiększanie swoich możliwości.
